Mateusz Kaszowski, zawodnik Datzzy Kotwicy Port Kołobrzeg: Przede wszystkim ostatnimi czasy mamy problem po wyjściu z szatni. Wchodzimy w mecz tak ospale, że później możemy jedynie łapać się za głowę. To nie pierwszy raz, kiedy pierwsza kwarta w naszym wykonaniu wygląda tak, jak wygląda. W poprzednim meczu z Tychami zaczęliśmy spotkanie tak samo i ewidentnie musimy nad tym popracować. Fajnie, że wróciliśmy do meczu. Na pewno to buduje morale i napawa optymizmem przed kolejnym tygodniem pracy. Cieszy również to, że wygraliśmy walkę o zbiórki, bo mieliśmy z tym problemy w ostatnim czasie. Widać, że praca, którą wykonujemy, przynosi efekty. Myślę, że kluczem do zwycięstwa było przede wszystkim zatrzymanie gospodarzy w szybkim ataku. W pierwszej połowie zdobyli w ten sposób chyba 18 punktów, a w drugiej już tylko cztery. Zmusiliśmy ich do gry pięciu na pięciu, zmieniliśmy trochę obronę pick and rolla i wszystko ruszyło. Właśnie w tym upatrywałbym klucza do zwycięstwa. Cieszymy się i przygotowujemy do kolejnego tygodnia pracy. Teraz czeka nas mecz u siebie i bardzo chcemy odnieść pierwsze zwycięstwo przed własną publicznością.
Rafał Frank, trener Datzzy Kotwicy Port Kołobrzeg: Na pewno gratulacje dla gospodarzy i trenera Bacika. Wiemy, jaki jest początek sezonu. Wszyscy popełniają błędy, każdy szlifuje swoje elementy w ataku i obronie. Wiedzieliśmy, że Polonia ma fajny start. Widać, że zawodnicy są zgrani. Zresztą w większości grali w tym składzie już w poprzednim sezonie, więc na pewno jest im łatwiej. Wiedzą, jak ze sobą grać. My na razie jeszcze trochę się tego uczymy. Cieszy mnie, że ostatni tydzień był pierwszym, w którym mogliśmy praktycznie całym zespołem przepracować przygotowania do meczu. Pierwsza kwarta była dla nas bardzo niefortunna. Byliśmy skoncentrowani, wiedzieliśmy, co mamy grać, ale pojawiło się kilka przypadkowych akcji i niepotrzebna nerwowość. Nie trafiliśmy dwóch czy trzech otwartych rzutów i musieliśmy gonić wynik. Szesnaście punktów straty to nie jest łatwy kawałek chleba. Poświęciliśmy mnóstwo energii, a druga, trzecia i czwarta kwarta w naszym wykonaniu były naprawdę bardzo dobre. Cieszy mnie wsparcie między zawodnikami i ten duch zespołu, który się u nas buduje. Widać, że nie jest łatwo, ale wszyscy się wspierają, wszyscy chcą. Mogę pogratulować chłopakom zaangażowania. Nawet jeżeli kilku zawodników nie miało dzisiaj najlepszego dnia, musimy się wspierać również w tych gorszych momentach. Nikt nie będzie grał rewelacyjnie w każdym spotkaniu. Jeden musi wspierać drugiego. Jako zespół razem wygrywamy albo razem przegrywamy. Mogę chłopakom bardzo pogratulować determinacji. Cieszymy się, że wywozimy stąd dwa punkty.
Wojciech Leszczyński, zawodnik BS Polonii Bytom: Przede wszystkim gratulacje dla drużyny z Kołobrzegu, ponieważ to był naprawdę ciężki mecz. Postawili nam bardzo wysoko poprzeczkę i wywożą z Bytomia dwa punkty. Podziękowania dla kibiców, którzy dopingowali nas zarówno w hali, jak i przed telewizorami. Mieliśmy pewne założenia na ten mecz. Patrząc na ostatnie wyniki, wiedzieliśmy, że drużyna z Kołobrzegu jest w dołku. Byliśmy przygotowani, ale niestety w trakcie tygodnia i na samym początku spotkania nasze plany zostały trochę pokrzyżowane przez kontuzje Piotrka Karpacza i Konrada Dawdo. Obaj zmagają się z urazami stawu skokowego. Pierwsza kwarta wyglądała świetnie w naszym wykonaniu, natomiast później zawodnicy Kotwicy złapali drugi oddech. Stopniowo odrabiali straty. Widać było, że również byli na nas przygotowani i wykorzystywali nasze słabości. Brakowało nam trochę zmiany pod koszem. Od początku drugiej połowy trwała walka punkt za punkt. Na nasze nieszczęście końcówka przechyliła szalę zwycięstwa na korzyść gości. Kilka niepotrzebnych strat, niecelnych rzutów, może również niektórych fauli. Taki jest sport. Dzisiaj ta zacięta końcówka rozstrzygnęła się na korzyść naszych przeciwników.
Kiedy Kotwica objęła prowadzenie na około pięć minut przed końcem, myślę, że był to przełomowy moment. Przez kilka akcji nie mogliśmy zdobyć punktów. Natomiast nie skupiałbym się wyłącznie na tych pięciu minutach przed końcem. Kotwica systematycznie odrabiała straty już od drugiej kwarty.
Mariusz Bacik, trener BS Polonii Bytom: Przede wszystkim gratulacje dla Kotwicy za wygrany mecz. Od tego trzeba zacząć. Jeśli chodzi o nas, takie mecze po prostu się zdarzają i będą się zdarzały. Koszykówka jest tak przewrotna i nieprzewidywalna, że nie ma faworyta w żadnym meczu. My chyba również nie uchodziliśmy za faworyta tego spotkania, ale mimo wszystko dzielnie stawialiśmy opór. Powiedziałbym wręcz, że weszliśmy w spotkanie doskonale. Pierwszą kwartę zakończyliśmy z przewagą 16 punktów. To był istny rollercoaster w naszym wykonaniu, ponieważ pierwsza i trzecia kwarta były świetne, a druga i czwarta fatalne. W pierwszej i trzeciej kwarcie zdobyliśmy łącznie 60 punktów, a w drugiej i czwartej tylko 27. Co się na to złożyło? Wiele rzeczy. Między innymi zawęziła nam się rotacja wysokich graczy. Konrad Dawdo bardzo dobrze wszedł w spotkanie. Po sześciu minutach miał już sześć punktów, zbiórkę i asystę. Niestety podkręcił kostkę i nie mogliśmy już z niego korzystać. Piotrek Karpacz również od dwóch dni zmaga się z urazem. Nie chcę powiedzieć, że były to kluczowe momenty, ale na pewno ważne. Nie jesteśmy chłopcami do bicia, ale też nie jesteśmy drużyną, która może sobie spokojnie poradzić, kiedy wypadnie jej jeden czy drugi zawodnik. Ciężko radzimy sobie z takimi sytuacjami. Żeby walczyć z tak doświadczoną i dobrą drużyną jak Kotwica Kołobrzeg, musimy być wszyscy zdrowi i wszyscy muszą być w danym dniu w formie. I tutaj zwróciłbym uwagę na drugą rzecz. Nie wszyscy byli dzisiaj w formie. Na pewno rzuca się w oczy skuteczność Devina, ale strzelcy tak mają, że potrafią trafić dziesięć rzutów na dziesięć, a innym razem, tak jak dzisiaj Devin, jeden na dziewięć. Myślę, że on mocno to odchoruje, być może nawet bardziej niż my, i będzie bardzo zmobilizowany oraz skoncentrowany na kolejne spotkania. Przed nami teraz tydzień walki o doprowadzenie tych dwóch wysokich zawodników do pełnej sprawności. Jak już mówiłem, żeby walczyć, musimy być wszyscy zdrowi. Jedziemy na bardzo gorący teren do Inowrocławia, gdzie gra się niezwykle ciężko, ale na pewno nie pojedziemy tam ze spuszczonymi głowami. Pojedziemy z podniesionym czołem, spróbujemy powalczyć i wyszarpać trzecie zwycięstwo Polonii w tym sezonie.
Myślę, że Devin sam siebie zatrzymał. Był po prostu nieskuteczny. Miał otwarte rzuty. To nie było tak, że rzucał przez ręce. Miał pozycje, z których normalnie trafia, ale dzisiaj nie trafiał. Takie rzeczy się zdarzają. Poza tym oddał tylko dziewięć rzutów, więc ich nie forsował. To bardzo pozytywny objaw, bo pokazuje, że nie jest egoistą, tylko gra dla zespołu.
Rzuty wolne to nasza bolączka już od dłuższego czasu i tak naprawdę nie wiem, czym jest spowodowana. Oddajemy bardzo dużo rzutów za jeden, dwa i trzy punkty. Przywiązujemy ogromną wagę do zdobywania punktów, bo koszykówka poszła już tak bardzo do przodu, że to nie są lata dziewięćdziesiąte, kiedy Andrej Urlep prowadził Śląsk Wrocław i wygrywał mecze 51:49. Tak się już nie gra. Takie wyniki są teraz do przerwy. Ofensywa to podstawa. Tłumaczę zawodnikom, że jeśli będziemy zdobywać około 90 punktów, to mamy szansę wygrywać spotkania. Myślę, że oni w to wierzą i w tym kierunku idziemy. Dzisiaj naprawdę niewiele nam zabrakło. Trochę szczęścia, jeden czy dwa celne rzuty i ten mecz mógł być nasz. Koszykówka nie bierze jeńców. Masz słabszy dzień i od razu zostaje to obnażone. Tak to się kończy.
Wojciech Zub. już się dzisiaj trochę odblokował. Jest dużo lepiej, bo przynajmniej oddał pięć rzutów, co naprawdę jest sukcesem. Patrzę na statystyki i widzę, że faktycznie mógł zagrać kilka minut dłużej. Wystąpił przez dwanaście i pół minuty, oddał pięć rzutów. Mnie to bardzo cieszy. Potrzebujemy Wojtka Zuba i jego rzutów. Wiemy, że potrafi to robić i trafiać. Wcześniejsze mecze w jego wykonaniu były zdecydowanie słabsze. Dzisiaj zaliczył na pewno najlepszy występ i miejmy nadzieję, że będzie to dobry prognostyk na dalszą część sezonu.
